“Przeto bądźcie cierpliwi …”
Jk 5,7a
Wczoraj chciałem zrobić solidny trening w lesie. Pierwszy taki od 30 marca. To miał być symbol powrotu, że powoli wracam do normalności. Zamierzałem umieścić moje uśmiechnięte zdjęcie z pozytywnym przesłaniem.
Jeszcze jakiś czas temu dwie godziny biegania po lesie sprawiłoby mi sporo frajdy. Lekkie, spokojne bieganie po urozmaiconym terenie, a co najważniejsze w ciszy i w pięknych okolicznościach przyrody. Miałem nadzieję, że przez prawie miesiąc braku aktywności fizycznej niewiele się zmieni. Już pierwsze kilometry pokazały, że nie ma starego mnie … Puls przy pierwszym podbiegu podskoczył do wartości szybkiego biegu, nogi nie miały mocy, oddech ciężki. Właśnie, oddech … jakby wciąż z maseczką na twarzy, a przecież została w samochodzie. Zamiast planowanych 19 – 20 km spokojnego treningu, wymęczyłem 16,3 km i po dwóch godzinach ledwo stałem na nogach. Uświadomiłem sobie, że tak może wyglądać powrót do normalności, kiedy przyjdzie na to pora. Może czas, abym przestał się oszukiwać, że jestem wciąż taki sam …
Początki kwarantanny to, oprócz oczywiście obowiązków związanych ze służbą, rodzinne gry planszowe, pierwsze od nie pamiętam kiedy wspólne przejażdżki rowerowe, spora lista spraw, które chciałem załatwić, dokończyć, zrealizować, aby dobrze wykorzystać dany mi nieoczekiwanie czas. Tak, szczerze wyznaję Wam, że miałem taki plan. Nie przewidziałem jednak, że zacznie mi brakować powietrza. Okazuje się, że oddycham ludźmi. Karmię się spotkaniami, możliwością rozmawiania, wspólnego działania, piciem herbaty w parafialnej sali. Odkryłem, że więcej siły mam w niedzielę po trzech nabożeństwach z ludźmi, niż po jednym nagrywanym w pustym kościele. Od paru tygodni wracam do domu i zapadam się w sobie tak, że nic już ciekawego nie potrafię zrobić. Mam w sobie zagubienie. Niestety, nie znoszę tego czasu tak bohatersko, jakbym chciał. Bywam rozdrażniony, doprowadzam w domu do nieporozumień, czasem słyszę od najbliższych, że ciężko ze mną wytrzymać.
Tak, ze mną, moi drodzy …
Czemu zatem się dziwię, że mój organizm nie jest gotów na wysiłek fizyczny? Nie wystarczy pojechać do lasu i powiedzieć sobie, że dziś będzie jak dawniej. Tak to nie działa. Prawdopodobnie nie będzie to takie łatwe w innych obszarach naszego życia. Może będziemy czuli się zaskoczeni, ile w nas zmieniło się w tym czasie izolacji. Może nie będziemy potrafili zrozumieć własnych reakcji chociażby na drugiego człowieka. Może czeka nas zmaganie z walką między tęsknotą, a brakiem zaufania. Może okazać się, że zdziczeliśmy w tym czasie i na nowo będziemy oswajać drugiego człowieka?
Wiem, nie brzmi to optymistycznie …
A jednak wczoraj biegałem po lesie równe dwie godziny. Było trudniej niż kiedyś, ale nie zatrzymałem się, nie zrezygnowałem. Mam nadzieję, że kolejne treningi przywrócą powoli dawną kondycję. Właśnie: dwa słowa: nadzieja i powoli. Nadzieja jest siłą, która trzyma nas w aktywności, a cierpliwość może okazać się kluczową cnotą. Mam nadzieję, że będziemy się uczyć żyć od nowa.
PS. Zaniepokojonych zdaniem „czasem słyszę od najbliższych, że ciężko ze mną wytrzymać” uspokajam, że bywało, że słyszałem taką opinię już wcześniej (-: Poza tym nasza Rodzina ma się całkiem dobrze.

ks. Sławomir Sikora