„Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił”.
To chyba najbardziej dramatyczne wołanie, które kiedykolwiek usłyszał świat. Ukrzyżowany, znieważony, wyprowadzony na margines tego świata Syn Boży, wypowiada takie słowa. Od tamtego czasu podobne dramatyczne wołania słyszano wielokrotnie. Osamotnienie. Poczucie zostawienia przez innych. Świadomość, że w jakimś obszarze zwyciężyło zło, które śmieje się nam prosto w twarz. Ilekroć spotyka nas niesprawiedliwość, tylekroć wołanie z krzyża staje się nam bliskie. Nie trzeba bowiem od razu umierać w cierpieniach, aby doświadczać tego samego poczucia bycia pozostawionym. Czy zatem to Twoje wołanie ma przynieść nam ulgę? Czy to, że zostałeś opuszczony, ma nieść nam pocieszenie? Czyli, że trzeba się liczyć z tym, że w najtrudniejszych chwilach przyjdzie nam doświadczać tego samego? Opuszczenia przez Boga, opuszczenia podobnego do tego, którego doświadczyłeś, Jezusie, na krzyżu? Wiesz, może to być za mało. Za mało! Może ktoś oskarży mnie o brak pokory, lecz nie dbam o to. W chwili osamotnienia proszę, Panie, nie opuszczaj mnie. Pozostań przy mnie Ty, o Ukrzyżowany!
„Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił”.
Poczucie opuszczenia boli tym bardziej, że świadczy o tym, że jeszcze jakiś czas temu ktoś był blisko, a teraz nas opuścił. To burzy fundamentalne poczucie bezpieczeństwa. Obecność innych dziś, nie oznacza wcale, że jutro ci sami będą przy mnie. Lista pewniaków, na których mogę na pewno liczyć, potrafi się bardzo brutalnie zweryfikować. Cóż, życie. Ktoś wybrał własną wygodę, komuś się nie opłacało zostać przy mnie, inny się wystraszył lub zabrakło odwagi, ktoś miał coś do ugrania. I tak właśnie zostałeś sam. Mimo udzielanej nauki o wartościach opartych o wierność, mimo przykładu stawania po stronie słabszych i niesprawiedliwie potraktowanych, mimo stawiania na praktyczną miłość, którą okazywałeś opatrując rany. To wszystko nie wystarczyło. Pozostałeś sam w otoczeniu tych, którzy wyznawali zupełnie odmienne wartości. Patrzyli na Twoją przegraną i drwili z Ciebie, przekonani o własnym tryumfie. Jak się z tym czułeś, Panie? Sponiewierany przez złych ludzi. Czy wtedy właśnie przypomniałeś sobie psalm mówiący o otoczeniu przez byki Baszanu? Jeśli można powiedzieć, że Bóg wtedy opuścił Ciebie, to w pewien sposób prawdą jest, że opuścił cały świat, a świat bez Boga, bez miłości, jest takim, jakim była Golgota. Świat bez Boga i miłości jest miejscem zwanym Trupią Głową. Pachnie śmiercią, obłudą i podłością.
„Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił”.
A jednak Bóg tam był! Tak, właśnie tam! Bóg jest bowiem tam, gdzie z serca płynie szczera modlitwa, a przecież słowa przez Ciebie wypowiadane na krzyżu były modlitwą, skargą opuszczonego, jednocześnie pieśnią pochwalną wyzwolonego. Psalm 22 to wołanie niewinnego, okrutnie potraktowanego, wołanie w poczucie niesprawiedliwości i opuszczenia. Jest jak skarga Jeremiasza „namówiłeś mnie i dałem się namówić”, które ukazuje marny los strapionego człowieka, jego samotność w walce o prawdę, jednocześnie to pełna ufności modlitwa, że Bóg nie gardzi i nie brzydzi się nędzą ubogiego, ani nie ukrył przed nim oblicza swego, lecz gdy ten wołał, Bóg go wysłuchał. Możemy zatem czuć się jak opuszczeni, nie będąc przez Boga opuszczonymi. Brak ingerencji, brak nagłego zwrotu akcji, dzięki któremu dobro od razu zwycięża, a niesprawiedliwość zostaje obnażona, nie oznacza opuszczenia. Trzeba tylko zrezygnować z obrazu Boga tryumfującego, na rzecz obrazu Boga płaczącego i cierpiącego razem z płaczącym i ciepiącym. To znacząca zmiana widzenia Boga, zmiana konieczna, aby nie podążyć za fałszywym bożkiem, który interweniuje zgodnie z naszymi wyobrażeniami. Trzeba jednak silnej wiary, aby w płaczącym z nami Bogu, nadal widzieć Boga Wszechmocnego …
„Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił”.
A jednak smutek rodzi się w moim sercu, gdy słyszę te Twoje słowa. Wiem, rozumiem, to były słowa psalmu wyrażającego pochwałę wyzwolonego, nadzieję, że ostatecznie Bóg przychodzi z pomocą i wysłuchuje opuszczonego. A mimo wszystko, czy musiałeś modlić się słowami skargi opuszczonego? Jeśli Ty, Panie, który byłeś samym Światłem, Dobrocią, Miłością, Pięknem Życia, doświadczyłeś opuszczenia, to jak wierzyć w sens czynienia dobra? Czy trzeba być od razu skazanym na osamotnienie? Patrzę na Twoje życie, Panie i widzę, że Golgota to nie wszystko. Przypominam sobie, jak Maria namaszczała Twoje nogi drogocennym olejkiem, jak Jan położył swoją głowę na Twoim ramieniu, jak tłumy słuchały Ciebie z uwagą, jak Zacheusz przyjmował Ciebie w swoim domu. Ile było pięknych chwil w Twoim życiu, Panie! Ile wdzięczności tych, którzy otrzymali od Ciebie wsparcie, ile wzruszeń związanych ze zmianą jakości życia. To też jest Twoje życie. Dlatego nauczałeś o ziarnie, bowiem jest związane z obfitością życia, mówiłeś o ptakach na niebie, gdyż kojarzą się z wolnością i zaufaniem, zwracałeś uwagę na lilie polne, bowiem wrażliwy byłeś na piękno. Czyniłeś wiele dobra i piękna nie patrząc, czy Ci się to opłacało, czy nie. Dlatego … tak, chcę Ciebie naśladować, chcę być takim jak Ty. Liczę się z tym, że będę doświadczać i opuszczenia Golgoty i wspólnoty stołu z tymi, którzy mogą mnie zostawić i zawieść, ale na tej drodze naśladownictwa będę mógł cieszyć się drugim człowiekiem. Takim jakim jest. Takim, jakim i ja sam bywam. Cieszyć się obecnością człowieka zawodnego, w życiu którego zwycięża czasem lęk lub konformizm. Udziel mi sił, abym na tej drodze pozostał, mimo wszystko i wbrew wszystkiemu. Do końca …AMEN
Ks. Sławomir Sikora
